"Zawsze przy tobie" K.A. Linde
Ostatnio miałam okazję zapoznać się z twórczością K.A. Linde. Od dawna mam w swojej biblioteczce książki jej autorstwa, ale dotąd nie było okazji. Premiera "Zawsze przy tobie" okazała się świetnym pretekstem do nadrobienia zaległości. Okładka prezentuje się niezwykle urokliwie i świątecznie! Choć ta opowieść do świątecznych nie należy, warto sięgnąć po nią w zimowe wieczory. To niesamowicie emocjonalna historia, która niejednokrotnie wzrusza, zasmuca, ale i bawi. Jest to jedna z lżejszych powieści romantycznych, która porusza bardzo bolesne i istotne tematy. Warto zaznaczyć, że jest to piąty tom serii Mrs. Wright, ale nie ma żadnych przeciwwskazań, by zacząć przygodę z cyklem właśnie od tego tytułu.
Opis:
Miałam cudowne życie, dopóki mój mąż nagle nie umarł. Nigdy sobie nie wyobrażałam, że będę samotną matką i wdową. Kiedy w moim życiu pojawia się David Calloway, nie mam w sercu miejsca na uczucie. Ale on postanawia być wobec mnie delikatny i troskliwy. Czyżby to była prawdziwa miłość? Jestem gotowa oddać mu serce. A on? Ale wokół mnie zaczynają mnożyć się sekrety. Mój świat się rozpada pod ich ciężarem. Nie wiem, czy zdołam to przetrzymać.
Autorka bardzo dobrze przedstawiła okres żałoby i dominujące uczucie pustki po odejściu bliskiej osoby, którego nie da się niczym wypełnić. Bowiem, główną narratorką "Zawsze przy tobie" jest wdowa. Jedyny sens życiu pogrążonej w rozpaczy Sutton nadaje dwuletni synek. W tym ciężkim okresie kobieta odnajduje wsparcie w Davidzie Calloway, pracującym w jej rodzinnej firmie. Mężczyzna otacza ją opieką, jest wyrozumiały i troskliwy. Rozumie, że serce Sutton nieprędko zdoła znów pokochać, ale skrycie wielbi ją od pierwszego dnia, w którym ją zobaczył. Na nieszczęście był to dzień śmierci jej męża. Czy prawdziwa miłość zdarza się więcej niż raz?
Sutton to kobieta po przejściach, która mimo młodego wieku doświadczyła już niewyobrażalnego bólu. W młodości straciła rodziców, a w życiu dorosłym musi zmagać się ze stratą męża. Zagłębiając się w lekturze można zrozumieć kierujące nią emocje. Nie istnieje odgórny szablon przechodzenia okresu żałoby, dlatego starałam się rozumieć targające nią sprzeczności. Kibicowałam jej, kiedy wreszcie postanowiła zakończyć żałobę i zawalczyć o samą siebie oraz o rodzące się między nią a Davidem uczucie. Niestety każdy krok w dobrym kierunku oznaczał dwa kroki wstecz. Sutton trwała w błędnym kole, które sama napędzała swoim niezdecydowaniem i brakiem konsekwencji dla swoich wyborów. Mimo, że jest to postać, która szybko wzbudza w czytelniku sympatię, równie szybko doprowadza do szewskiej pasji. Uważam, że jej zmienność nastrojów i decyzji została nieco wyolbrzymiona.
David z kolei jest bohaterem niemal wyidealizowanym. To kochający, ciepły, troskliwy i wyrozumiały mężczyzna, który stawia dobro ukochanej na pierwszym planie. Jednak nawet ideały miewają wady. David skrywa tajemnice, która może mieć destrukcyjny wpływ na jego związek z Sutton. Ich uczucie zostanie wystawione na straszliwą próbę. Jak zniesie to sfatygowane serce Sutton?
Pierwsza połowa książki bardzo mnie wciągnęła i miło zaskoczyła. Miałam duże oczekiwania względem dalszej części. Niestety w połowie jakiś zły chochliki nacisnął czerwony guzik i moja sympatia dla tej historii pękła niczym mydlana bańka. Autorka niemal wyszła z siebie wrzucając kolejne nuklearne bomby do fabuły. Miałam wrażenie, że na wszelkie sposoby stara się urozmaicić schemat powieści romantycznej. W efekcie odebrałam całość jako przekombinowaną. Mimo wszelkich zwrotów akcji, jakich chwytała się autorka, finał i tak był z góry przesądzony. Najprostsza historia, podana w odpowiedni sposób, obroni się sama. Przekombinowana pozostawi niesmak.
To, co przeszkadzało mi najbardziej podczas lektury to zdecydowanie tłumaczenie. Nie ma co ukrywać, momentami okrutnie kulało. Znalazło się kilka określeń, które moim zdaniem nijak nie pasowały do kontekstu i zwyczajnie mnie śmieszyły. Myślę, że ktoś tu poszedł na łatwiznę i nie przyłożył się do zadania. Szkoda.
Książkę czyta się zaskakująco szybko, a jest to zasługą lekkiego języka, którym operuje autorka. Jej styl jest bardzo prosty ale i przyjemny przez co z przyjemnością przerzuca się kolejne kartki. Podejrzewam, że gdyby nie polskie tłumaczenie byłoby jeszcze lepiej. Narracja prowadzona na zmianę z punktu widzenia Sutton i Davida też punktuje, ponieważ znacznie ciekawiej poznaje się tę samą historię z różnych perspektyw.
Szczerze przyznam, że oczekiwałam od "Zawsze przy tobie" czegoś więcej. Była dość przewidywalna i prostolinijna. Jednak mimo zgrzytów, których nie dało się przeoczyć, lektura niesamowicie mnie wciągnęła. Ciężko było mi odłożyć książkę nim poznam jej zakończenie. Nie potrafię wytłumaczyć czego to zasługa. Wiem, że to brzmi dziwnie po tych wszystkich wytykach, jakie zrobiłam. Paradoks! Jednak nie żałuję, że sięgnęłam po ten tytuł. Jeśli szukacie niezobowiązującej, emocjonalnej i lekkiej historii romantycznej to propozycja dla Was.
Sutton to kobieta po przejściach, która mimo młodego wieku doświadczyła już niewyobrażalnego bólu. W młodości straciła rodziców, a w życiu dorosłym musi zmagać się ze stratą męża. Zagłębiając się w lekturze można zrozumieć kierujące nią emocje. Nie istnieje odgórny szablon przechodzenia okresu żałoby, dlatego starałam się rozumieć targające nią sprzeczności. Kibicowałam jej, kiedy wreszcie postanowiła zakończyć żałobę i zawalczyć o samą siebie oraz o rodzące się między nią a Davidem uczucie. Niestety każdy krok w dobrym kierunku oznaczał dwa kroki wstecz. Sutton trwała w błędnym kole, które sama napędzała swoim niezdecydowaniem i brakiem konsekwencji dla swoich wyborów. Mimo, że jest to postać, która szybko wzbudza w czytelniku sympatię, równie szybko doprowadza do szewskiej pasji. Uważam, że jej zmienność nastrojów i decyzji została nieco wyolbrzymiona.
David z kolei jest bohaterem niemal wyidealizowanym. To kochający, ciepły, troskliwy i wyrozumiały mężczyzna, który stawia dobro ukochanej na pierwszym planie. Jednak nawet ideały miewają wady. David skrywa tajemnice, która może mieć destrukcyjny wpływ na jego związek z Sutton. Ich uczucie zostanie wystawione na straszliwą próbę. Jak zniesie to sfatygowane serce Sutton?
Pierwsza połowa książki bardzo mnie wciągnęła i miło zaskoczyła. Miałam duże oczekiwania względem dalszej części. Niestety w połowie jakiś zły chochliki nacisnął czerwony guzik i moja sympatia dla tej historii pękła niczym mydlana bańka. Autorka niemal wyszła z siebie wrzucając kolejne nuklearne bomby do fabuły. Miałam wrażenie, że na wszelkie sposoby stara się urozmaicić schemat powieści romantycznej. W efekcie odebrałam całość jako przekombinowaną. Mimo wszelkich zwrotów akcji, jakich chwytała się autorka, finał i tak był z góry przesądzony. Najprostsza historia, podana w odpowiedni sposób, obroni się sama. Przekombinowana pozostawi niesmak.
To, co przeszkadzało mi najbardziej podczas lektury to zdecydowanie tłumaczenie. Nie ma co ukrywać, momentami okrutnie kulało. Znalazło się kilka określeń, które moim zdaniem nijak nie pasowały do kontekstu i zwyczajnie mnie śmieszyły. Myślę, że ktoś tu poszedł na łatwiznę i nie przyłożył się do zadania. Szkoda.
Książkę czyta się zaskakująco szybko, a jest to zasługą lekkiego języka, którym operuje autorka. Jej styl jest bardzo prosty ale i przyjemny przez co z przyjemnością przerzuca się kolejne kartki. Podejrzewam, że gdyby nie polskie tłumaczenie byłoby jeszcze lepiej. Narracja prowadzona na zmianę z punktu widzenia Sutton i Davida też punktuje, ponieważ znacznie ciekawiej poznaje się tę samą historię z różnych perspektyw.
Szczerze przyznam, że oczekiwałam od "Zawsze przy tobie" czegoś więcej. Była dość przewidywalna i prostolinijna. Jednak mimo zgrzytów, których nie dało się przeoczyć, lektura niesamowicie mnie wciągnęła. Ciężko było mi odłożyć książkę nim poznam jej zakończenie. Nie potrafię wytłumaczyć czego to zasługa. Wiem, że to brzmi dziwnie po tych wszystkich wytykach, jakie zrobiłam. Paradoks! Jednak nie żałuję, że sięgnęłam po ten tytuł. Jeśli szukacie niezobowiązującej, emocjonalnej i lekkiej historii romantycznej to propozycja dla Was.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Burda Książki!
Moja ocena 6/10
Niebanalne i proste przepisy na kolacyjne przysmaki- "Pyszne kolacje" Anna Starmach
Co dziś na kolację? To pytanie spędza sen z powiek niejednej pani domu. Kolacja jest posiłkiem, który często pomijamy. Nie mając pomysłu na smaczne danie rezygnujemy z przygotowywania choćby kanapek, na które nawet nie mamy ochoty. W dobie internetu nie powinniśmy mieć trudności ze znalezieniem przepisu na idealne kolacyjne danie, jednak ich ogrom potrafi przytłoczyć. Jeśli szukacie łatwych w przygotowaniu, a zarazem ciekawych pomysłów na kolację, ta książka jest własnie dla Was.
Ania Starmach, jurorka MasterChefa i MasterChefa Juniora, dzieli się swoimi najlepszymi pomysłami na wyjątkowe kolacje.
Pachnące świeżymi ziołami pasty i hummusy, apetyczne zapiekanki i smakowite tosty, do tego pieczone warzywa z aromatycznym farszem, lekkie, soczyste sałatki albo sycące naleśniki. I jeszcze coś, co osłodzi twój wieczór: pyszny deser w postaci kruchych ciasteczek lub owoców pod gorącą kruszonką.
Kolacja to często jedyna okazja w ciągu zabieganego tygodnia, aby spotkać się przy jednym stole. Warto się postarać, by był to czas wyjątkowy.
Pyszne kolacje to zestaw kulinarnych pewniaków. Przepisów, dzięki którym szybko i z łatwo dostępnych składników wyczarujesz wspaniały posiłek dla siebie i swoich bliskich. W książce znajdziesz też praktyczne porady, jak dobrać odpowiednie wino do potrawy, jak je smakować i przechowywać, aby móc w pełni cieszyć się jego walorami.
Osobiście nie jestem wielką fanką książek kulinarnych. Częściej szukam przepisów w internecie i niejednokrotnie zdarzyło mi się zawędrować na stronę pani Starmach. Przepisy, które miałam okazję odtworzyć nigdy mnie jeszcze nie zawiodły, dlatego z chęcią sięgnęłam po jej nową pozycję.
W "Pysznych kolacjach" znajdziecie bardzo proste receptury, więc nawet jeśli nie posiadacie wybitnych zdolności kulinarnych, wyczarujecie pyszne potrawy! Książka będzie idealnym przewodnikiem dla zaprawionej w bojach kucharki, jak i dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z gotowaniem.
Autorka sięga po dobrze znane nam potrawy, nawet te zapomniane, i łączy je z nowoczesnymi przepisami. Fotografie dołączone do konkretnych przepisów wyglądają bardzo smakowicie i są ich idealnym uzupełnieniem. Zdjęcia mogą stanowić również jedną z propozycji podania i inspirację do dbania o estetykę posiłków, które przygotowujemy. Całość składa się z trzech części. Przepisy zostały pogrupowane w propozycje na ciepło, na szybko oraz na słodko. Różnorodność gwarantuje, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Dodatkowo, na końcu książki pojawił się krótki poradnik dotyczący doboru odpowiedniego wina do potraw. Ja z pewnością z niego skorzystam!
Całość w mojej ocenie wypada bardzo korzystnie. Wydawnictwo również spisało się na medal, ponieważ książka jest wydana na grubym papierze. Poza świetnym efektem wizualnym, myślę, że to czyni ją znacznie odporniejszą na zniszczenia. Wszyscy wiemy, jak wygląda korzystanie z książek kulinarnych- mokre ręce nie służą delikatnym kartom. W takim wydaniu "Pyszne kolacje" posłużą Wam zdecydowanie dłużej.
Moja ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
Godna uwagi kontynuacja historii z dreszczykiem- "Paranoja" Katarzyna Berenika Miszczuk
Po przeczytaniu serii autorstwa Pani Miszczuk, w której królują słowiańskie demony i bóstwa, wiedziałam,że muszę sięgnąć po kolejne książki, które wyszły spod jej pióra. "Obsesję"' pochłonęłam w zawrotnym tempie i nic nie było mnie w stanie od niej odciągnąć. To połączenie kilku różnych gatunków okraszone lekkim stylem i dobrym poczuciem humoru. Znajdziecie tu cechy mrożącego krew w żyłach kryminału, podnoszącej tętno sensacji, ale i odrobinę romansu. Fabuła nie zostawia miejsca na nudę,a wątek kryminalny zmusza do ciągłego typowania na ślepo kolejnych sprawców przerażających morderstw. Zakończenie natomiast jest totalnym zaskoczeniem!
Kiedy usłyszałam o kontynuacji wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Jednak wiadomo, jak bywa z kontynuacjami. Jeśli jesteście ciekawi czy podczas lektury ogarnęła mnie paranoja zapraszam do dalszej lektury.
Opis:
Kontynuacja Obsesji autorki bestsellerowej serii „Kwiat paproci“ Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Lato w Warszawie, pomimo leniwej, wakacyjnej atmosfery, obfituje w serię dziwnych samobójstw. Lekarz medycyny sądowej Marek Zadrożny zaczyna przyglądać się kolejnym przypadkom. Wbrew opinii policji samobójstwa wydają mu się podejrzane. Na palcu jednej z ofiar znajduje kawałek czerwonej nitki. Podobny wyciąga z kieszeni innego zmarłego. Nikt jednak nie wierzy w jego teorie, a on sam zaczyna zastanawiać się, czy ma paranoję. Tymczasem Joanna Skoczek, wygadana lekarka psychiatrii, wraca do stolicy po urlopie. Wciąż usiłuje otrząsnąć się po tym, jak ledwie uniknęła śmierci z rąk tajemniczego wielbiciela. A może to także tylko paranoja?
Autorka w drugim tomie skupia się na przybliżeniu czytelnikowi postaci Marka Zadrożnego. W miarę rozwoju zdarzeń coraz częściej towarzyszymy mu w pracy lekarza medycyny sądowej. Do głosu dochodzą również postacie drugoplanowe, które poznaliśmy w pierwszej części. Dzięki tej różnorodności lektura jest znaczenie bardziej ciekawa. Jedynym,maleńkim, minusem jest mniejsza dynamiczność zdarzeń, ponieważ często przeskakujemy między różnymi postaciami.
Zmienia się również miejsce, gdzie rozgrywają się wydarzenia,ponieważ akcja toczy się na policyjnym komisariacie czy w zakładzie medycyny sądowej.
Odważę się stwierdzić, że ta część należy do panów. Zarówno Marek, jak i jego przyjaciel zajmujący się sprawą tajemniczych samobójstw, Sebastian- dają radę. Obaj są postaciami,które wzbudzają w czytelniku sympatie. Z przyjemnością śledziłam ich losy i obu kibicowałam w miłosnych podbojach. Podczas lektury nietrudno zauważyć zmiany, jakie zachodzą w Marku. Porzuca przelotne romanse i robi wszystko, by zbliżyć się do Joasi. Jednak sprawa tajemniczych samobójstw nie daje mu spokoju. Tylko on widzi powiązania między śmiercią emerytki, projektantki mody i bezdomnego. A może to tylko paranoja?
Dużą niespodzianką była dla mnie postać prokurator Świetlik, która mimo kreacji wrednej, zrzędliwej, i (co istotne dla panów) niezbyt atrakcyjnej zyskała u mnie ogromną sympatię. Mam pewne przeczucia, jak dalej może potoczyć się jej los i bardzo liczę, że to właśnie ona zagra główne skrzypce w kolejnej część cyklu.
Jednak nie bójcie się, autorka nie zapomniała o Joasi Skoczek. Nasza lekarka zmaga się z traumą po niedawnych wydarzeniach, które odcisnęły piętno na jej psychice. Do tego w jej życiu pojawia się były mąż, a jego obecność nie jest Joasi na rękę. Rozwój jej znajomości z Markiem nadal stoi pod znakiem zapytania, ponieważ kobieta po nieudanym małżeństwie boi się zaangażować w poważny związek.
Powieść została bardzo dobrze przemyślana i napisana tak,by wodzić czytelnika za nos. Autorka utkała ciekawą, kryminalną historię na tle bogatych wątków fabularnych. Mimo, że lekturze nie towarzyszy tak wyraźne napięcie, jak poprzedniej części, to książkę czyta się z czystą ciekawością. Mroczniejsze opisy przyprawiają o gęsią skórkę.
Zmienia się również miejsce, gdzie rozgrywają się wydarzenia,ponieważ akcja toczy się na policyjnym komisariacie czy w zakładzie medycyny sądowej.
Odważę się stwierdzić, że ta część należy do panów. Zarówno Marek, jak i jego przyjaciel zajmujący się sprawą tajemniczych samobójstw, Sebastian- dają radę. Obaj są postaciami,które wzbudzają w czytelniku sympatie. Z przyjemnością śledziłam ich losy i obu kibicowałam w miłosnych podbojach. Podczas lektury nietrudno zauważyć zmiany, jakie zachodzą w Marku. Porzuca przelotne romanse i robi wszystko, by zbliżyć się do Joasi. Jednak sprawa tajemniczych samobójstw nie daje mu spokoju. Tylko on widzi powiązania między śmiercią emerytki, projektantki mody i bezdomnego. A może to tylko paranoja?
Dużą niespodzianką była dla mnie postać prokurator Świetlik, która mimo kreacji wrednej, zrzędliwej, i (co istotne dla panów) niezbyt atrakcyjnej zyskała u mnie ogromną sympatię. Mam pewne przeczucia, jak dalej może potoczyć się jej los i bardzo liczę, że to właśnie ona zagra główne skrzypce w kolejnej część cyklu.
Jednak nie bójcie się, autorka nie zapomniała o Joasi Skoczek. Nasza lekarka zmaga się z traumą po niedawnych wydarzeniach, które odcisnęły piętno na jej psychice. Do tego w jej życiu pojawia się były mąż, a jego obecność nie jest Joasi na rękę. Rozwój jej znajomości z Markiem nadal stoi pod znakiem zapytania, ponieważ kobieta po nieudanym małżeństwie boi się zaangażować w poważny związek.
Powieść została bardzo dobrze przemyślana i napisana tak,by wodzić czytelnika za nos. Autorka utkała ciekawą, kryminalną historię na tle bogatych wątków fabularnych. Mimo, że lekturze nie towarzyszy tak wyraźne napięcie, jak poprzedniej części, to książkę czyta się z czystą ciekawością. Mroczniejsze opisy przyprawiają o gęsią skórkę.
Styl pani Miszczuk wprost uwielbiam, a nuta humoru i kąśliwe komentarze niektórych postaci idealnie dopełniają całości. Ogromnym atutem jest tutaj wiedza medyczna autorki, którą przemyca na strony powieści. Dzięki temu wszystkie opisy sprawiają wrażenie bardzo realnych. Książkę, mimo sporej liczby stron, czyta się w zawrotnym tempie. Z niecierpliwością czeka się na rozwikłanie kryminalnej zagadki.
Dużego plusa przyznaję za zakończenie, które mnie zaskoczyło. Jestem ciekawa czy Wy podczas lektury dobrze wytypujecie zabójcę. Wbrew pozorom, nie jest to takie oczywiste.
Po "Paranoję" sięgałam z ciekawością i pewną dozą obawy, jednak autorka mnie nie rozczarowała. Mimo, że "Obsesja" zrobiła na mnie większe wrażenie, to jej kontynuacja wypada całkiem nieźle i z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić. Sądzę, że fani pierwszego tomu będą usatysfakcjonowani lekturą. "Paranoja" to pełna tajemnic psychologiczna gra, w którą podczas lektury z pewnością dasz się wciągnąć. Tylko...uważaj na czerwone nitki. Nie zwiastują niczego dobrego.
Dużego plusa przyznaję za zakończenie, które mnie zaskoczyło. Jestem ciekawa czy Wy podczas lektury dobrze wytypujecie zabójcę. Wbrew pozorom, nie jest to takie oczywiste.
Po "Paranoję" sięgałam z ciekawością i pewną dozą obawy, jednak autorka mnie nie rozczarowała. Mimo, że "Obsesja" zrobiła na mnie większe wrażenie, to jej kontynuacja wypada całkiem nieźle i z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić. Sądzę, że fani pierwszego tomu będą usatysfakcjonowani lekturą. "Paranoja" to pełna tajemnic psychologiczna gra, w którą podczas lektury z pewnością dasz się wciągnąć. Tylko...uważaj na czerwone nitki. Nie zwiastują niczego dobrego.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu W.A.B.
Moja ocena: 9/10
[PRZEDPREMIEROWO!] "Karminowe serce"- Dorota Gąsiorowska
Czy jest coś lepszego na chłodne, jesienne wieczory niż historia przepełniona zapachem kuszącej czekolady? "Karminowe serce" to niesamowicie ciepła i nostalgiczna opowieść, udowadniająca, że nadzieja umiera ostatnia. Burzliwe losy bohaterów dopełniają urokliwe opisy scenerii, w których rozgrywają się wydarzenia. Autorka ma ogromny talent do przenoszenia czytelnika w magiczne miejsca, które względnie mogą wydawać się zwyczajne. To idealny wypełniacz jesiennych wieczorów, który dobrze poczuje się w towarzystwie aromatycznej herbaty oraz przy akompaniamencie cynamonowych świec.
Opis:
Kiedy Laura trafia do urokliwej cukierenki, której właścicielka od lat ręcznie wyrabia pachnące łakocie, nie może oprzeć się magii tego miejsca. Zapach aromatycznej czekolady i kolorowe, pękate słoje z żurawiną i migdałami przyprawiają ją o zawrót głowy.
Laura boi się jednak, że ani przeprowadzka i nowy dom wśród wrzosowisk, ani bliskość magicznej cukierenki nie ukoją bólu po tym, co stało się kilka lat wcześniej. Wtedy ktoś, kto wydawał się bliski, sprawił, że serce Laury pękło, a jakaś część jej samej odeszła na zawsze.
Dziewczyna nie podejrzewa jednak, że właścicielka cukierni skrywa pewien sekret…
Czy magia Złotego serca i życzliwi ludzie pomogą Laurze odzyskać nadzieję?
I czy to prawda, że złamane serce może jeszcze pokochać – nawet dwa razy mocniej.
Laura boi się jednak, że ani przeprowadzka i nowy dom wśród wrzosowisk, ani bliskość magicznej cukierenki nie ukoją bólu po tym, co stało się kilka lat wcześniej. Wtedy ktoś, kto wydawał się bliski, sprawił, że serce Laury pękło, a jakaś część jej samej odeszła na zawsze.
Dziewczyna nie podejrzewa jednak, że właścicielka cukierni skrywa pewien sekret…
Czy magia Złotego serca i życzliwi ludzie pomogą Laurze odzyskać nadzieję?
I czy to prawda, że złamane serce może jeszcze pokochać – nawet dwa razy mocniej.
Bardzo cieszę się, że miałam okazję poznać tę historię jako jedna z pierwszych. Szczerze mówiąc, gdyby nie propozycja recenzji, pewnie nie skusiłabym się na jej przeczytanie lub, mimo chęci, odkładałabym to w nieskończoność. Tak właśnie jest w moim przypadku z twórczością Doroty Gąsiorowskiej. Mimo, że przy każdej wizycie w księgarni jej książki kuszą mnie przepięknymi okładkami i łechcą srokę ukrytą gdzieś wewnątrz mnie to do tej pory było mi z nimi nie po drodze. Dlatego też bez wahania przyjęłam propozycję przeczytania "Karminowego serca".
Poza okładką, która na wstępie skradła moje serce, zaintrygował mnie również opis. No bo kogo przy zdrowych zmysłach nie zachęciłaby do lektury cukiernia, w której od lat, ręcznie, wyrabia się czekoladowe łakocie? No właśnie. Tak myślałam. Byłam bez szans.
Laura, czyli główna bohaterka powieści, decyduje się na dość odważny krok, jakim jest przeprowadzka ze stolicy do podkrakowskiej mieściny. W Bukowej Górze czeka na nią świeżo wyremontowana chatka i masa problemów do rozwiązania. W nowym otoczeniu Laura może zapomnieć o własnych zmartwieniach, które nieustannie ją prześladują. Jej chatka znajdująca się na odludziu działa jak magnes na kłopoty. Wkrótce mieszkańcy Bukowej Góry stają się dla niej na tyle bliscy, że nie potrafi pozostać wobec nich obojętna. Staje się aniołem stróżem, którego przewrotny los zesłał do niewielkiej mieściny. Jednak nic nie dzieje się przypadkiem, prawda?
Poza okładką, która na wstępie skradła moje serce, zaintrygował mnie również opis. No bo kogo przy zdrowych zmysłach nie zachęciłaby do lektury cukiernia, w której od lat, ręcznie, wyrabia się czekoladowe łakocie? No właśnie. Tak myślałam. Byłam bez szans.
Laura, czyli główna bohaterka powieści, decyduje się na dość odważny krok, jakim jest przeprowadzka ze stolicy do podkrakowskiej mieściny. W Bukowej Górze czeka na nią świeżo wyremontowana chatka i masa problemów do rozwiązania. W nowym otoczeniu Laura może zapomnieć o własnych zmartwieniach, które nieustannie ją prześladują. Jej chatka znajdująca się na odludziu działa jak magnes na kłopoty. Wkrótce mieszkańcy Bukowej Góry stają się dla niej na tyle bliscy, że nie potrafi pozostać wobec nich obojętna. Staje się aniołem stróżem, którego przewrotny los zesłał do niewielkiej mieściny. Jednak nic nie dzieje się przypadkiem, prawda?
Główna bohaterka, mimo bolesnych doświadczeń z przeszłości, to kobieta o gołębim sercu. Ogromnie przejmuje się losem innych, zawsze służy pomocą i bardzo angażuje się w życie mieszkańców miasteczka. Jest dojrzała i konsekwentna w swoich działaniach. Ma w sobie artystyczne zacięcie, a jej domeną (oprócz miedzianych loków ozdobionych opaską) jest kreatywność. Niestety zdarzają się także chwile, kiedy dopadają ją demony przeszłości. W zamyśle pisarki było, by bardzo stopniowo dawkować kolejne fakty z przeszłości bohaterki. Przez większą część książki możemy jedynie snuć domysły o tym, co przydarzyło się Laurze. Z każdym rozdziałem potęguje to także naszą ciekawość i przekonuje o tym, że finał będzie warty tych wielu niejednoznacznych sytuacji. Niestety, w moim przypadku, tak nie było. Przez to, że autorka buduje napięcie i z premedytacją podsuwa kolejne intrygujące fakty czytelnik spodziewa się czegoś wstrząsającego. Przeszłość Laury tak długo stanowiła tajemnicę, że kiedy wychodzi na światło dzienne jest dość... przewidywalna, a samo jej ujawnienie zbyt szybkie i ogólnikowe.
Powieści wypełnione opisami scenerii czy krajobrazów zwykle nie są w moim guście. Zdecydowanie wolę te, w których dominują dialogi, a akcja jest bardziej dynamiczna. Dlatego też lektura "Karminowych serc" była dla mnie nie lada zaskoczeniem. Autorce poprzez barwne opisy kwitnących wrzosowisk, jesiennego sadu czy przytulnej cukierenki, udało się wytworzyć niesamowity, niemal magiczny, klimat. Początkowo byłam tym zachwycona i właśnie na wszelkich opisach skupiała się moja uwaga. Uważam, że ogromnym atutem autorki jest zdolność opisywania najzwyklejszych rzeczy czy też miejsc w sposób nadzwyczaj barwny i hipnotyzujący.
W ogólnym rozrachunku muszę jednak stwierdzić, że opisy przytłoczyły nieco samą fabułę książki. Kiedy moje zauroczenie nimi nieco ostygło, zauważyłam, że autorka poświęca więcej uwagi na stworzenie odpowiedniej scenerii dla danej sceny niż rozgrywającym się wydarzeniom. Dlatego właśnie mam wrażenie, że wątek głównej bohaterki został potraktowany odrobinę po macoszemu. Choć samo zakończenie wprawiło mnie w lekkie osłupienie swoją nieprzewidywalnością, a nawet abstrakcyjnością. Z pewnością nikt nie będzie spodziewał się takiego obrotu spraw.
Autorka stworzyła powieść wielowątkową dzięki obecności barwnego wachlarza postaci drugoplanowych. Każda z nich ma pewne problemy, które w mniejszym lub większym stopniu dotykają życia Laury. Znajdą się postacie, które Was rozczulą, jak autystyczny chłopiec, Michałek; ale również zajdą Wam za skórę, jak nieprzewidywalna Iwonka czy rozbawią swoją infantylnością, jak wieczny kawaler Witold. Znaczącą rolę w powieści odegrają również właścicielce "Złotego serca', którzy wyjątkowo szybko wkradną się w łaski Laury. Wszystkie te osobowości i ich historie tworzą ciekawą i wielowymiarową powieść.
"Karminowe serce" to książka, która nieodwołalnie urzekła mnie sowim klimatem. To piękna opowieść, która podczas lektury pieści zmysły i przypomina o urokach jesieni. Pisząc tę recenzję co chwilę wracam myślami do herbaty pitej przez główną bohaterkę na werandzie, do ognia buchającego w kominku, czy kwitnących wrzosowisk. Ta historia nieodwołalnie będzie zawsze przywodzić mi na myśl aromat gorącej czekolady i świeżo mielonej kawy. Wbrew pozorom nie jest to jednak historia wypełniona sielanką. To powieść o miłości, nie zawsze szczęśliwej; o przyjaźni oraz utracie, która kładzie się cieniem na resztę naszego życia. To opowieść o szukaniu własnego ja i godzeniu się z przeszłością.
Niesamowicie piękna i przyjemna w odbiorze historia, która może umilić Wam jesienne wieczory. Niebanalna fabuła, magiczne opisy, unikatowy klimat i urok. Myślę, że żadna nostalgiczna dusza się na niej nie zawiedzie. To tytuł, na który z pewnością warto zwrócić uwagę. Premiera 3 października!
Moja ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak!
Moja ocena: 8/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak!
Kolejny raz w świecie wyścigów Formuły 1. - "Revived" Samatnhy Towle
Po Carricu Rayanie czas na Lenarda Silvę! Drugi tom powieści Samanthy Tolwe, osadzonej w świecie wyścigów Formuły 1, poświęcony jest jednemu z największych rywali bohatera "Revved". Nieczęsto zdarza się tak, że kontynuacje są lepsze od swoich poprzedników, ale tym razem tak się stało. "Revived" to powieść przepełniona pożądaniem i namiętnością, które wbrew zasadom rodzą się między głównymi bohaterami. A czy jest coś bardziej fascynującego niż zakazane uczucie?
Opis:
"Revived" jest kolejnym współczesnym romansem Samanthy Towle, autorki Revved i wielu innych bestsellerów z list „The New York Times”, „Wall Street Journal” i „USA Today”.
India Harris nie miała najlepszego startu w życie. Rodzice porzucili ją, gdy była małym dzieckiem. Dorastała w rodzinie zastępczej razem z bratem bliźniakiem, Kitem. Oboje mogli polegać tylko na sobie. Przez wczesny związek z nieodpowiednim mężczyzną India zaszła w ciążę. Pragnąc zapewnić swojemu synowi życie, o którym sama mogła tylko marzyć, dostała się na studia i ukończyła je z wyróżnieniem.
Teraz ma trzydzieści lat i jest uznaną terapeutką.
Leandro Silva osiągnął szczyt kariery kierowcy Formuły 1. Miał wszystko – aż podczas pewnego wyścigu tragiczny wypadek postawił go twarzą w twarz ze śmiercią. Po dwunastu miesiącach ciężkiej rehabilitacji odzyskał sprawność fizyczną, ale trauma po wypadku wciąż nie pozwala mu usiąść za kierownicą. Jego dni i noce wypełnione są morzem alkoholu i tłumami anonimowych kobiet, którymi usiłuje zagłuszyć frustrację i gniew.
Leandro rozpoczyna ostatni rok swojego kontraktu, zdaje sobie sprawę, że albo musi znowu zacząć się ścigać, albo straci wszystko, co osiągnął. Zmusza się do podjęcia terapii, która jest jego ostatnią szansą by na powrót odnaleźć prawdziwego siebie, i tak trafia do gabinetu Indii Harris.
Zakochanie się w sztywnej pani doktor nie było częścią jego planu.
Nagłe uczucie do wściekłego brazylijskiego rajdowca i swojego nowego pacjenta nie było częścią jej planu. Ale co, jeśli to właśnie złe decyzje są tak naprawdę tymi dobrymi?
India Harris nie miała najlepszego startu w życie. Rodzice porzucili ją, gdy była małym dzieckiem. Dorastała w rodzinie zastępczej razem z bratem bliźniakiem, Kitem. Oboje mogli polegać tylko na sobie. Przez wczesny związek z nieodpowiednim mężczyzną India zaszła w ciążę. Pragnąc zapewnić swojemu synowi życie, o którym sama mogła tylko marzyć, dostała się na studia i ukończyła je z wyróżnieniem.
Teraz ma trzydzieści lat i jest uznaną terapeutką.
Leandro Silva osiągnął szczyt kariery kierowcy Formuły 1. Miał wszystko – aż podczas pewnego wyścigu tragiczny wypadek postawił go twarzą w twarz ze śmiercią. Po dwunastu miesiącach ciężkiej rehabilitacji odzyskał sprawność fizyczną, ale trauma po wypadku wciąż nie pozwala mu usiąść za kierownicą. Jego dni i noce wypełnione są morzem alkoholu i tłumami anonimowych kobiet, którymi usiłuje zagłuszyć frustrację i gniew.
Leandro rozpoczyna ostatni rok swojego kontraktu, zdaje sobie sprawę, że albo musi znowu zacząć się ścigać, albo straci wszystko, co osiągnął. Zmusza się do podjęcia terapii, która jest jego ostatnią szansą by na powrót odnaleźć prawdziwego siebie, i tak trafia do gabinetu Indii Harris.
Zakochanie się w sztywnej pani doktor nie było częścią jego planu.
Nagłe uczucie do wściekłego brazylijskiego rajdowca i swojego nowego pacjenta nie było częścią jej planu. Ale co, jeśli to właśnie złe decyzje są tak naprawdę tymi dobrymi?
Zacznijmy może od tego, że bardzo spodobał mi się zamysł autorki na całą fabułę. Jak wiadomo, po wyznaczeniu pewnego poziomu, na którym plasuje się poprzedni tom, nie jest łatwo sprostać wyzwaniu i napisać jeszcze lepszą historię. "Revved", czyli losy kierowcy rajdowego i ponętnej pani mechanik, której recenzje znajdziecie tutaj, wspominam bardzo dobrze, jednak ten tytuł nie powalił mnie na kolana. Zdecydowanie czegoś brakowało mi podczas tamtej lektury, choć sama nie umiałam określić co to było. Czytając "Revived" miałam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu, akcja idealnie się zazębia, tworząc spójną całość. Tego głównie zabrakło mi przy pierwszym tomie.
Mimo, że jest to kontynuacja, a historia została osadzona w teoretycznie znanym nam już świecie miałam wrażenie, że czytam całkiem nową powieść. Autorka miała konkretny zamysł na fabułę, który udało jej się bezbłędnie zrealizować. Tym razem mimo, że główny bohater również jest kierowcą Formuły 1. większa część wydarzeń rozgrywa się poza torem. Nie brakuje jednak kilku typowych dla tego sportu scen, które dodają smaczku i przypominają o clou powieści.
Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa historii Lenarda. Jego postać zaintrygowała mnie już w poprzednim tomie, chociaż pojawiał się tam sporadycznie. Dramatyczny wypadek na torze, którego doświadczył w finale "Revved" sprawił, że czekałam na to, kiedy jego postać pojawi się na scenie. Okazuje się jednak, że powrót do dawnego życia nie będzie tak łatwy. Po bliskim spotkaniu ze śmiercią Lenadra dręczy paniczny lęk przed zajęciem miejsca za kółkiem. Po bezskutecznych próbach zatopienia frustracji w morzu alkoholu i kobiet na jedną noc postanawia zawalczyć o powrót na tor. Ma mu w tym pomóc, niezastąpiona w swoim fachu, terapeutka. Jednak już podczas pierwszej sesji Lenardo jest bardziej skupiony na własnych fantazjach o pięknej blondynce niż na prawdziwym celu ich spotkania. India natomiast zdaje się być obojętna na jego dwuznaczne przytyki. Jest profesjonalistką w każdym calu, a jej główną zasadą jest niespoufalanie się z pacjentami. Jak długo jednak będą w stanie oprzeć się magnetycznemu przyciąganiu?
Uwielbiam historie, które dotykają tematów związanych z ludzką psychiką. Mimo, że problem, z którym zmaga się Lenardao może wydać Wam się błahy, wcale tak nie jest. Poza tym nie jest to jedyny skomplikowany bohater tej powieści. Poukładana pani doktor skrywa wiele tajemnic oraz przeszłość, która zniekształciła nieco jej osobowość. Po tym powinniście już domyślić się, że główni bohaterowie to postacie ciekawe i złożone, bardzo dobrze wykreowane. India i Lenadro to osobowości zgoła odmienne, jednak przy bliższym poznaniu okaże się, że są do siebie podobni.
Bardzo polubiłam tę książkową parę. India to niesamowicie silna i niezależna kobieta, twardo stąpająca po ziemi i mająca na względzie głównie dobro syna. Przedkłada własne potrzeby nad jego, by zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miała w dzieciństwie. Co prawda jej chorobliwe przestrzeganie zasad etycznych może i zostało zbytnio rozdmuchane, ale powiedzmy, że to kupuję. Czuję się w tym momencie zobowiązana do wtrącenia paru słów o jej synu, Jettcie. Jego postać wniosła do historii odpowiednią dozę humoru i spontaniczności. Odniosłam również wrażenie, że jest on pewnego rodzaju furtką do kolejnej historii, którą zostawiła sobie autorka. Co prawda nie ma żadnych potwierdzonych informacji o tym, czy powstanie kontynuacja cyklu, ale może kiedyś? Jeśli tylko autorka stworzy podobnie zaskakującą i przyjemną w odbiorze historię- chętnie po nią sięgnę.
Lenadro to książkowy przykład silnego i dominującego mężczyzny. Mimo, że jego niesforne myśli czasem sprawiały, że wznosiłam oczy do nieba, jest postacią, którą łatwa da się polubić. Jego zachowanie z pewnością też niejeden raz Wam zaimponuje czy rozczuli. Ja polubiłam go znacznie bardziej niż Carrica.
Między Lenardem a Indią iskrzy od samego początku, jednak mija sporo czasu zanim się do siebie zbliżają. Autorka umiejętnie buduje relację tych dwojga z każdym rozdziałem podsycając napięcie. Jednak nie obeszło się bez scen łóżkowych, bo dzieje się dość sporo w tej kwestii. Jednak wszelkie tego typu sceny, mimo, że bardzo odważne i pikantne, zostały opisane dość realistycznie i ze smakiem. Jest to chyba jeden z lepszych gorących romansów, jakie czytałam w ostatnim czasie, więc wszystkie fanki pikanterii powinny być usatysfakcjonowane lekturą.
Miłym akcentem było spotkanie z parą, którą poznaliśmy w pierwszym tomie. Carric i Andie są szczęśliwym małżeństwem. Dodatkowo utrzymują dość bliskie relacje z Lenadrem, któremu okazali ogromne wsparcie po wypadku. Biorąc pod uwagę fakt, że Lenardo był odwiecznym wrogiem Carrica kompletnie nie spodziewałam się tak przyjacielskiej relacji. Nie mniej jednak, przyjemnie było zobaczyć ich jako "kumpli od piwa".
Jedyny mankament, jaki dostrzegam, to dość szybko rozwiązany problem w finale historii. Przyznam, że odrobinę spodziewałam się takiego zwrotu akcji i nawet się cieszyłam, kiedy sprawa wyszła na światło dzienne komplikując życie bohaterom. Niestety jej rozwiązanie, w mojej ocenie, poszło dość gładko. Małe rozczarowanie zrekompensował mi jednak króciutki epilog, który był niczym wisienka na torcie.
"Revived" to historia o zakazanym uczuciu, które wymyka się spod kontroli. To opowieść o walce z naszymi słabościami, demonami przeszłości i własnym umysłem. Podczas lektury nie zabraknie emocji i porywczej namiętności. Propozycja idealna dla wszystkich romantycznych dusz, które nie boją się czasem potargać sobie piórek przy pikantniejszej lekturze. Polecam!
Moja ocena: 9/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu!
Mimo, że jest to kontynuacja, a historia została osadzona w teoretycznie znanym nam już świecie miałam wrażenie, że czytam całkiem nową powieść. Autorka miała konkretny zamysł na fabułę, który udało jej się bezbłędnie zrealizować. Tym razem mimo, że główny bohater również jest kierowcą Formuły 1. większa część wydarzeń rozgrywa się poza torem. Nie brakuje jednak kilku typowych dla tego sportu scen, które dodają smaczku i przypominają o clou powieści.
Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa historii Lenarda. Jego postać zaintrygowała mnie już w poprzednim tomie, chociaż pojawiał się tam sporadycznie. Dramatyczny wypadek na torze, którego doświadczył w finale "Revved" sprawił, że czekałam na to, kiedy jego postać pojawi się na scenie. Okazuje się jednak, że powrót do dawnego życia nie będzie tak łatwy. Po bliskim spotkaniu ze śmiercią Lenadra dręczy paniczny lęk przed zajęciem miejsca za kółkiem. Po bezskutecznych próbach zatopienia frustracji w morzu alkoholu i kobiet na jedną noc postanawia zawalczyć o powrót na tor. Ma mu w tym pomóc, niezastąpiona w swoim fachu, terapeutka. Jednak już podczas pierwszej sesji Lenardo jest bardziej skupiony na własnych fantazjach o pięknej blondynce niż na prawdziwym celu ich spotkania. India natomiast zdaje się być obojętna na jego dwuznaczne przytyki. Jest profesjonalistką w każdym calu, a jej główną zasadą jest niespoufalanie się z pacjentami. Jak długo jednak będą w stanie oprzeć się magnetycznemu przyciąganiu?
Uwielbiam historie, które dotykają tematów związanych z ludzką psychiką. Mimo, że problem, z którym zmaga się Lenardao może wydać Wam się błahy, wcale tak nie jest. Poza tym nie jest to jedyny skomplikowany bohater tej powieści. Poukładana pani doktor skrywa wiele tajemnic oraz przeszłość, która zniekształciła nieco jej osobowość. Po tym powinniście już domyślić się, że główni bohaterowie to postacie ciekawe i złożone, bardzo dobrze wykreowane. India i Lenadro to osobowości zgoła odmienne, jednak przy bliższym poznaniu okaże się, że są do siebie podobni.
Bardzo polubiłam tę książkową parę. India to niesamowicie silna i niezależna kobieta, twardo stąpająca po ziemi i mająca na względzie głównie dobro syna. Przedkłada własne potrzeby nad jego, by zapewnić mu wszystko to, czego sama nie miała w dzieciństwie. Co prawda jej chorobliwe przestrzeganie zasad etycznych może i zostało zbytnio rozdmuchane, ale powiedzmy, że to kupuję. Czuję się w tym momencie zobowiązana do wtrącenia paru słów o jej synu, Jettcie. Jego postać wniosła do historii odpowiednią dozę humoru i spontaniczności. Odniosłam również wrażenie, że jest on pewnego rodzaju furtką do kolejnej historii, którą zostawiła sobie autorka. Co prawda nie ma żadnych potwierdzonych informacji o tym, czy powstanie kontynuacja cyklu, ale może kiedyś? Jeśli tylko autorka stworzy podobnie zaskakującą i przyjemną w odbiorze historię- chętnie po nią sięgnę.
Lenadro to książkowy przykład silnego i dominującego mężczyzny. Mimo, że jego niesforne myśli czasem sprawiały, że wznosiłam oczy do nieba, jest postacią, którą łatwa da się polubić. Jego zachowanie z pewnością też niejeden raz Wam zaimponuje czy rozczuli. Ja polubiłam go znacznie bardziej niż Carrica.
Między Lenardem a Indią iskrzy od samego początku, jednak mija sporo czasu zanim się do siebie zbliżają. Autorka umiejętnie buduje relację tych dwojga z każdym rozdziałem podsycając napięcie. Jednak nie obeszło się bez scen łóżkowych, bo dzieje się dość sporo w tej kwestii. Jednak wszelkie tego typu sceny, mimo, że bardzo odważne i pikantne, zostały opisane dość realistycznie i ze smakiem. Jest to chyba jeden z lepszych gorących romansów, jakie czytałam w ostatnim czasie, więc wszystkie fanki pikanterii powinny być usatysfakcjonowane lekturą.
Miłym akcentem było spotkanie z parą, którą poznaliśmy w pierwszym tomie. Carric i Andie są szczęśliwym małżeństwem. Dodatkowo utrzymują dość bliskie relacje z Lenadrem, któremu okazali ogromne wsparcie po wypadku. Biorąc pod uwagę fakt, że Lenardo był odwiecznym wrogiem Carrica kompletnie nie spodziewałam się tak przyjacielskiej relacji. Nie mniej jednak, przyjemnie było zobaczyć ich jako "kumpli od piwa".
Jedyny mankament, jaki dostrzegam, to dość szybko rozwiązany problem w finale historii. Przyznam, że odrobinę spodziewałam się takiego zwrotu akcji i nawet się cieszyłam, kiedy sprawa wyszła na światło dzienne komplikując życie bohaterom. Niestety jej rozwiązanie, w mojej ocenie, poszło dość gładko. Małe rozczarowanie zrekompensował mi jednak króciutki epilog, który był niczym wisienka na torcie.
"Revived" to historia o zakazanym uczuciu, które wymyka się spod kontroli. To opowieść o walce z naszymi słabościami, demonami przeszłości i własnym umysłem. Podczas lektury nie zabraknie emocji i porywczej namiętności. Propozycja idealna dla wszystkich romantycznych dusz, które nie boją się czasem potargać sobie piórek przy pikantniejszej lekturze. Polecam!
Moja ocena: 9/10
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu!
![[Przedpremierowo!] "O psie, który wrócił do domu"- W. Bruce Cameron](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiZxxbNPyV6Zlzudji4JHeC9owcTu5MppnUzeuOyZeCxDhbMNwkHuUsflKF8Hhd1-_7YrLJqqlXFghl_OftlqQiGFHZRxPd1w-baFyAJL8O9ccdzs-md9ZDqaZwU5FyECGPDJDVriCP13k/s640/Bluetooth+Folder45.jpg)








![[PRZEDPREMIEROWO!] "Karminowe serce"- Dorota Gąsiorowska](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1qUQ8RBkbmJardSI7R5AtfNm1asMNFYOdWRB7SlZHhLSMmRw6B-WobpPiT55GIdmGaQ6x7XZz4pcFhGo8yyIDUFRnl9zd1Mn1EDs547u2qkoQnlixzATZ-6IjyBtDlS55R-3iYdbRUMw/s640/VSCO.jpg)





